11/15/14

Black again
We took these two photos right after my uni classes and right before it got completely dark outside. Forget the beautiful autumn I was telling you about in the last post. The weather's utter shit. It's this kind of weather that's perfect and acceptable and even more than welcomed only if you don't have to go outside your house and actually do stuff. It's great for wandering all day in sweatpants, making questionably healthy instant puddings and rewatching some old episodes of Friends or Sex and the City. But sadly you have to live life and trying not to fall asleep on your ride home when it's 3 PM and there's no sign of a single ray of sunshine left becomes a real struggle. But it's Saturday, people, my hoodie is on, my sweatpants are with me, I'm back with Carrie and Charlotte and I don't mind it's dark outside. Have a great weekend ;)

Zrobiłyśmy te dwa zdjęcia tuż po zajęciach na uczelni i tuż przed zapadnięciem Krakowa w ciemnościach. Po pięknej jesieni nie ma już śladu, pogoda sprawia, że zapragnęłam zostania przejechaną przez traktor. I od razu robię sprostowanie, bo owszem, jestem entuzjastką pluchy i szarości, ale tylko w określonych warunkach. Bo taka pogoda jest doskonała i bardziej niż mile widziana, kiedy można sobie siedzieć cały dzień, nic nie robić, ewentualnie raczyć się wątpliwie zdrowymi budyniami błyskawicznymi i oglądać stare odcinki Przyjaciół albo Seksu w wielkim mieście. Ale kiedy trzeba wyjść z domu i cokolwiek ze swoim życiem zrobić... Zaczynają się trudności i trzeba się powstrzymać od zaśnięcia w drodze do domu, o godzinie trzeciej po południu, kiedy poziom ciemności wskazuje raczej na dwudziestą pierwszą. Dzisiaj jednak sobota, ja w bluzie dresowej wracam do Carrie i Charlotte, a Wam życzę miłego weekendu ;)


ph. Ola Kuliczkowska 

wearing: Nelly coat
Mohito bag
Springfield scarf
second-hand turtleneck jumper
Denimbox trousers
Read More

11/11/14

Trench times
(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowsk & I) ⏩ | Zara trench and dress | Mohito bag | Nelly shoes| Springfield scarf | ⏪ 

It feels nice to wear my trench coat again even though I'm not a Burberry model, I'm not dancing in a dust of artificial snowflakes and Romeo Beckham is not breakdancing in front of me (this is the commercial everybody's talking about).  Krakow's been absolutely beautiful these days, warm and sunny, it's hard to believe winter's around the corner. Speaking of winter, I'm going to London next week and  yesterday I saw some photos from the Winter Wonderland and let me just tell you - my soul and my body are ready for it.  They're ready for taking pictures because there's no way I would possibly get on that huge ice rink - I've tried ice skating multiple times and it's not something I'll ever learn to do. Anyways, I'm almost done with packing my stuff and putting everything into huge boxes so hopefully next time I'll write to you from my new home :)

Miło jest znowu mieć na sobie trencz. Miło jest, chociaż nie jestem modelką Burberry, nie tańczę w chmurze sztucznych płatków śniegu, a Romeo Beckham nie prezentuje przede mną swoich breakdancowych umiejętności (gdyby ktoś jednak przegapił reklamę widzianą przez wszystkich - link tutaj). Kraków jest ostatnimi czasy zadziwiająco piękny, jest słonecznie i ciepło, nietypowo jak na zbliżającą się zimę.  A jeśli mowa już o zimie - widziałam wczoraj zdjęcia z Winter Wonderland w Londynie, do którego wybieram się w przyszłym tygodniu i powiedzieć chcę tylko jedno - moja dusza i ciało są na WW przygotowane. Są przygotowane na patrzenie i robienie zdjęć, bo na lodowisko nie wejdę - już kilkakrotnie podejmowałam próby utrzymania się na lodzie, ale chyba po prostu łyżwy nie są pisane. W każdym razie, mam nadzieję, że już w następnym poście napiszę do Was z mojego nowego 'domu', została mi zawartość szafy do przeglądnięcia i spakowania, a w sumie nie wiadomo,  ile to zajmie. Do zobaczenia!

Read More

11/6/14

Missed oppurtunities
 

(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowska) ⏩ | second-hand dress | Cropp clothing | ⏪

Talk about missed oppurtunities? Micheal Buble was in Krakow a few days ago and I missed his show. I missed the show of the One and Only Man in My Life.  Because he's the One, am I right ladies? With his soothing voice and charming smile, wearing a suit and singing that all he wants for Christmas is you he is actually everything you could possibly want.  Anyways, as I'm playing his Christmas songs (it's never too early for that) I'm starting packing my boxes because I'm moving out. Let me just tell you, excitement levels are high. It's going to be just me, myself and I. I'll be having the time of life being as antisocial as I only want to be. Can't wait. 

Czy ktoś tu mówił o utraconych szansach? Micheal Buble zawitał do Krakowa kilka dni temu, a ja przegapiłam jego koncert aka utraciłam szansę poznania Jedynego Mężczyzny Mojego Życia. Bo on to chyba jest Tym Jedynym dla każdej kobiety. Stoi sobie taki Micheal, z porażająco uroczym uśmiechem, ubrany w ten swój idealnie dopasowany garnitur i śpiewa łagodnym i kojącym głosem, że na święta zażyczył sobie tylko Ciebie. I nie da się go nie kochać. Na pociesznie po przegapionym koncercie, włączam sobie jego świąteczną playlistę (na to nigdy nie jest za wcześnie) i zaczynam pakowanie. Wyprowadzam się, a wszyscy wiemy, co to oznacza. Rozrywkę w czystej postaci - niekończące się wędrówki do Ikei. W mieszkaniu będę zabawiana towarzystwem samej siebie. Szalone czasy bycia antyspołeczną jak tylko się da właśnie nadchodzą :) 

Read More

10/23/14

Failing at life
(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowska) ⏩ | Cropp beanie | Nelly top and shoes | Zara skirt| 
Springfield coat | Topshop backpack | ⏪ 

You know that one thing that you're so good at? The one thing that you always suceed in doing even if you're not trying at all? I know what's my thing. Failing at life. Failing at these little day-to-day things. Something always has to go wrong. I'm making a tea and I'm spilling boiling water on the kitchen worktop because apparently targeting the mug is way too difficult. I'm leaving my room and I'm walking into the door frame with half of my body because there's always something more important to do than watching what I'm doing. This time, I accidentally turned my hair colour into black and yes, before you ask, this whole post is going to be about my hair. I need to let the frustration out, okay?

Są takie rzeczy, w których jest się po prostu dobrym. Coś po po prostu zawsze wychodzi, nawet jak się człowiek nie stara. Ja mam talent do przegrywania życia. Przegrywania życia w tych wszystkich najmniejszych, codziennych i tym samym najbardziej irytujących sprawach. Wrzątek się leje po całym blacie kuchennym, bo robię herbatę i wycelowanie w kubek jest za trudne. Wychodzę z pokoju i wchodzę tym samym połową ciała we framugę, bo zajmują mnie inne sprawy niż patrzenie, gdzie idę. Tym razem, kompletnie przez przypadek, z brązowych włosów zrobiłam czarne. I tak, cały ten post będzie o włosach, bo muszę dać upust frustracji.

I've never fully dyed my hair (it's a temporary dye, there is hope, people) but I've been getting some highlights since June or July. By the end of September the highlights plus the sun made my hair extremely light and I thought it would be good to use a non-pernament hair dye to darken my hair a little bit and wait until it naturally comes back to its natural colour. So I went out and bought what I needed, 'dark brown' seemed perfect. After dyeing my hair, I washed it, I dried it and I saw something I was not expecting to see. I had jet black hair. And it didnt't look good. It didn't even look OK. Fortunately, the black is washing off so the struggle won't last forever. At least I'm doing everything so that it wouldn't. Warm hugs from me and my hair covered in lemon juice - hope your week is better than mine.

Nigdy całkowicie nie zafarbowałam włosów (to, co teraz trzyma mi się na głowie to na szczęście nietrwałe rozwiązanie, jest więc nadzieja), ale w granicach czerwca i lipca zdecydowałam się na pasemka. Pod koniec września pasemka i wpływ słońca sprawiły, że moje włosy zrobiły się niebezpiecznie jasne, więc uznałam, że świetnym pomysłem będzie nałożenie ciemnej szamponetki i przeczekanie aż kolor wróci do mojego naturalnego. Wyszłam więc z domu (!), kupiłam, co miałam kupić, "ciemny brąz" brzmiał dobrze. Nałożyłam szamponetkę, umyłam włosy, wysuszyłam i zobaczyłam coś, na co gotowa nie byłam. Heban. Krucza czerń, od czubka po same końce włosów. Nie wyglądało to dobrze. Nie wyglądało to nawet w miarę dobrze. Kolor się na szczęście wypłukuje, powoli, ale jednak, męki się kończą. A przynajmniej robię wszystko, co w mojej mocy, żeby się skończyły. Gorące pozdrowienia ślę więc ja i moje włosy pokryte sokiem z cytryny. Mam nadzieję, że Wasz upływa lepiej niż mój.


Read More